Porównywanie się
Emocje,  Samoocena

Już nigdy więcej nie przeczytam żadnego bloga! O tym, jak porównywanie się do innych zabija twórczy zapał

Miewam okresy, kiedy pisze mi się wyjątkowo łatwo. Nawet jeśli nie mam specjalnie ciekawego pomysłu, siadam do komputera i pierwsze zdanie, drugie, trzecie czasami sprawiają mi trudność, ale kiedy poczuję temat, dalej idzie już z górki. W głowie widzę mniej więcej końcową formę i staram się zrobić wszystko, żeby tę formę przelać na wirtualną kartkę Worda. 

Ale mam też takie okresy, podczas których wydaje mi się, że już nigdy więcej nie napiszę żadnego zdania. Że się wypaliłam, wyczerpałam, nie umiem i w ogóle koniec. Cała lista z pomysłami na teksty stworzona, wszystkie czekają, aż się za nie wezmę, a ja jakoś nie potrafię. I to nie chodzi o to, że mi się nie chce albo że nie mam czasu, bo chce mi się bardzo i czas także znajduję, po prostu mam to wewnętrzne poczucie, że nic co napiszę, nie będzie wystarczająco dobre.

Niemoc ze szczyptą wątpliwości

Ostatnio zauważyłam, że najczęściej mnie to spotyka, kiedy za dużo naczytam się treści stworzonych przez innych. Kiedy czytam podręcznikowe książki, nie mam takiego problemu, ale blogi moich ulubionych twórców potrafią mnie zablokować na wiele dni. Zapewne przez to, że się do nich porównuję. Czytam ich teksty i podziwiam, jak zgrabnie przedstawiają temat, jakie mają błyskotliwe spostrzeżenia i jak zręcznie potrafią o nich napisać. Jak wtrącają odniesienia do kulturowych zagadnień, jak tworzą intrygujące porównania, jak się płynie przez ich teksty. Jak utworzone przez nich zdania wywołują na mojej twarzy uśmiech, a w sercu różnorakie emocje. I wtedy mam taki przebłysk, że chce mi się pisać jeszcze bardziej niż zwykle, że też chcę stworzyć coś niezwykłego, że mi się uda.

Ale gdy zabieram się za pisanie, nagle dopadają mnie wątpliwości i cała chmara tych zabójczych myśli – bo przecież ja nie potrafię tak zaskakiwać, składnia moich zdań pozostawia wiele do życzenia, mam problem z celnymi puentami, a poza tym, dlaczego kiedykolwiek przyszło mi do głowy, że ja trochę potrafię pisać i że w ogóle powinnam to robić?! Przecież nie dorastam im wszystkim do pięt. Przecież moje teksty nie są nawet w połowie tak dobre, jak ich, a moi czytelnicy pewnie czytają mnie litości i wielu z nich śmieje się pod nosem, że w ogóle mam śmiałość myśleć, że czytają je, bo sprawia im to szczerą przyjemność, a nie taką raczej szyderczą.

Wewnętrzny głos rozsądku

I gdzieś tam z głębi moich myśli próbuje się przedostać na wierzch refleksja, że z pisaniem jest tak jak z każdą inną umiejętnością – im więcej napiszę, im więcej przeczytam dobrych książek, im bardziej będę się przykładać do nauki pisania, tym lepiej będzie mi to wychodziło. Poza tym bez względu na poziom naszych umiejętności zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie miał lepszy warsztat, ciekawsze pomysły, bardziej charakterystyczny styl. Porównywanie się do innych, do niczego nie prowadzi. Ostatnio usłyszałam taką mądrą rzecz, że najlepiej jest porównywać się ze sobą z przeszłości i sprawdzać, czy zrobiliśmy postęp.
No i tak walczę sama ze sobą od czasu do czasu, walczę i próbuję się przełamać. Bo z kolei, kiedy obrażam się na pisanie, to też obrażam się na siebie. Sama siebie denerwuję. I jestem zła, że znowu nic nie stworzyłam, że nawet nie spróbowałam.

Dlatego tak pomyślałam, że będę pisać i będę publikować, nawet kiedy będzie mi się wydawało, że to nie jest wystarczająco wartościowe. I postanowiłam uwierzyć tym wszystkim ludziom, którzy twierdzą, że aby napisać jedną dobrą rzecz, najpierw trzeba napisać dziesięć złych. Chyba w istocie tak jest ze wszystkim. Żeby poznać miłość swojego życia, najpierw trzeba poznać nie-miłości swojego życia. Żeby znaleźć wymarzoną pracę, najpierw trzeba popracować w miejscach, które nie mają za wiele wspólnego z tym, czego pragniemy. Żeby cieszyć się ze skończenia studiów, najpierw trzeba przebrnąć przez nieprzyjemnie stresujące egzaminy, które same w sobie też nie są marzeniem. One są po prostu drogą do jego spełnienia.

PS moje ukochane blogi będę oczywiście nadal czytać, rzecz w tym, żeby przestać się porównywać do ich twórców! 🙂

Pisane przy dźwiękach: Bob Dylan – Girl from the North Country

Zdjęcie: visualhunt.com

2 komentarze

  • Lena

    Ten strach i ta blokada to domena każdej osoby, której naprawdę zależy na pisaniu. Zatem zamiast się przytłaczać, lepiej się inspirować, bo Ty to Ty, a oni to oni. I w tym całe piękno 🙂

    PS.: Ja tam nie uważam, żeby z Twoim pisaniem było cokolwiek nie tak. Od kilku dni rozglądam się po Twoim blogu i trafiam na same fajne, przemyślane i naprawdę dobre treści 🙂

    • Klaudia

      Kurczę nie pomyślałam wcześniej o tej blokadzie w taki sposób – że jest znakiem, że człowiekowi zależy. Teraz jak się nad tym zastanawiam, ma to rzeczywiście sens, bo zwykle im bardziej się czymś przejmujemy, tym silniej odczuwamy wewnętrzny nacisk, żeby wyszło jak najlepiej.
      A co do inspirowania się, to ja wiem, że to jest najzdrowsze podejście, cały czas nad tym pracuję 🙂

      PS naprawdę bardzo dziękuję za takie miłe słowa! Mam ostatnio okres porównywania się do twórców internetowych i jak czytam Twoje teksty, to widzę swoich mnóstwo braków! I teksty blogowe ludzi po filologii polskiej – Sara Ferreira na przykład, niesamowite co ona robi ze słowem pisanym.
      Ale tak myślę, że dobrze jest mieć czytadła, które motywują nas do poprawy 😉

Skomentuj Klaudia Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *