Samoocena
Samoocena

Po co robić rzeczy nieidealne?

Ostatni wpis na tym blogu pojawił się 18 kwietnia 2019 roku. Kiedy to piszę, kalendarz wskazuje 11 lutego 2020, kiedy to publikuję jest 4 marca. No prawie rok minął. W międzyczasie pisałam kilkukrotnie na fanpage’u i na instagramie. Założyłam też nowe instagramowe konto po to, żeby nie korzystać dłużej z prywatnego profilu do celów blogowych, ale przede wszystkim po to, żeby w końcu się zmotywować, robić więcej, działać, być aktywną i blogować. Dodałam na nowym koncie 6 postów. A potem porzuciłam to konto na kolejnych kilka miesięcy. Ja te przerwy robię tak często i na tak długo, że mój blog ledwie zdąży się troszkę rozkręcić i zyskać kilku nowych czytelników, a już się zamyka.

Ograniczenia

Ciągle mi się wydaje, że jeśli chce się coś pokazać światu, to powinno się to robić na 100% albo wcale nie pokazywać. Bo po co w tym gąszczu informacji, influencerów, nowoczesnych filozofów, blogów, youtubów, kolejny niewiele znaczący głos. Kolejne powielone zdania, bo z pewnością bardzo podobne da się przeczytać też gdzieś indziej.

Jest teraz bardzo wielu ekspertów od wszystkiego. Są eksperci od blogowania, od nagrywania, mówienia, bycia influencerem, jedzenia, ćwiczenia, częstotliwości publikowania. I jak próbuję się zmotywować, żeby zacząć wyrażać siebie, żeby prowadzić blog, który mi na to pozwala, który jest doskonałym narzędziem do samoekspresji, to… przytłacza mnie myśl, że musiałabym tak dużo.

Musiałabym tak często pisać, robić zdjęcia, obrabiać te zdjęcia, mierzyć się z komentarzami, z odpowiadaniem na pytania, musiałabym próbować dorównać innym.

Poza tym po co robić coś, co nie daje żadnych wymiernych efektów – nie zwiększa licznika zarobków i za bardzo nie dodaje nawet pewności siebie, bo od ręki znajdę co najmniej 15 blogerów, którzy lepiej, zgrabniej, piękniej poruszają podobne tematy. Po co robić coś, co przeczyta tylko garstka osób. Po co robić coś, co nie ma rozmachu. Czy jest w tym internetowym świecie miejsce na przeciętność? Czy jest sens dokładać swoją przeciętność?

Bycie w cieniu jest wygodne

Bycie w cieniu pozwala marzyć. Kiedy jestem w cieniu, mogę wszystko. W moich marzeniach żyję tak, jak tylko chcę – mam siłę, by ciągle czytać i uczyć się nowych rzeczy. Mam czas i chęci, by celebrować każdą chwilę z bliskimi ludźmi. W marzeniach dużo piszę, wszystkie myśli przelewam na papier. Bycie w cieniu chroni przed krytyką. Chroni przed popełnianiem błędów. Przed tłumaczeniem się. Przed przyznaniem, że nie wiem wszystkiego. Że mam słabą pamięć. Chroni przed kolejnymi tematami wchodzącymi do mojej głowy, o których w kółko myślę.

Bycie w cieniu chroni ego.

Chroni tę osobę, którą chciałabym być, ale nie mam odwagi. Tę dziewczynę z marzeń. Nikt jej nie obrazi, nie zarzuci jej zarozumiałości, powtarzalności, głupoty, brzydoty, nikt jej nie zarzuci zupełnie niczego. Bo ona nie istnieje.

Kiedy nie ma się odwagi, żeby wyjść przed szereg, żeby zrobić coś inaczej, żeby narazić się na komentarze, jest bezpiecznie. Ale jest też dosyć rozczarowująco. Przekładanie podjęcia działania na później, na kiedyś – zmniejsza szansę zabrania się za to kiedykolwiek. Bo za jakiś czas te pragnienia wydają się bezsensowne, miałkie, do niczego nieprowadzące. No więc po co się za nie zabierać? Lepiej stać obok i myśleć, że może kiedyś.

Może kiedyś – może nigdy?

Wydaje mi się, że nie można spędzić życia tylko na wypełnianiu obowiązków. Że każdy z nas ma unikalny zestaw umiejętności i wspaniałych cech, które warto rozwijać i korzystać z nich na codzień, do polepszania własnej codzienności, do budowania czegoś wartościowego. Ale kiedy ciągle przekładamy to, co nam chodzi po głowie na „potem”, to „potem” może wcale nie nadejść, bo to jest pojęcie nieosadzone w czasie i przestrzeni.

Czy w ogóle istnieją dzieła, do których nic już nie można dodać i od których nic już nie można odjąć?

Zastanawiałam się ostatnio, jak bardzo subiektywne jest stwierdzenie, że ktoś stworzył dzieło. Czy Szekspir pisał perfekcyjnie? Czy nikt na świecie w żaden sposób nie mógłby ulepszyć jego dzieł? Czy Mozart tworzył kompozycje, których nawet jeszcze genialniejszy muzyk nie mógłby chociaż o jedną setną poprawić? A jak jest z wynalazcami? Z naukowcami? Czy szczepionki nie mogą być jeszcze lepsze? A leki skuteczniejsze?

No i wydaje mi się, że zawsze można lepiej. Zawsze, bez wyjątku. Ale to, że zawsze można lepiej, nie jest wystarczającym powodem, żeby nie robić nic.

Bo czy nie lepiej stworzyć coś średniego, tylko trochę dobrego albo nawet bardzo słabego, ale co jednocześnie będzie wyrażało nas? Co zostawi jakiś ślad? Czym odciśniemy znak gdziekolwiek? Nawet na tej garstce osób?

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *