Rzeczy się rozpadają
Emocje,  Relacje

Rzeczy się rozpadają – nazywa się to drugą zasadą termodynamiki. Ale także życiem.

Rzeczy się rozpadają. Skorupka jaja nie połączy się ponownie, rozbite okno nie naprawi się. Nazywa się to drugą zasadą termodynamiki. Ale także życiem.” Meredith Grey

Historia końca pewnej miłości

Lena i Artur przez całe 4 lata związku uchodzili za parę idealną. Aż do pewnego ponurego mroźnego popołudnia kilka miesięcy temu. Po tym dniu wszystko się zmieniło.

Poznali się w ostatniej klasie szkoły średniej, przyjaciółka Leny, największa imprezowiczka w całym liceum, urządzała domówkę. Artur przyszedł z Karoliną, nie czuł do niej nic specjalnego, ale była ładniejsza od innych dziewczyn, miała długie blond włosy, nogi najsmuklejsze ze smukłych i ewidentnie zdawała sobie sprawę z tego, jak działa na płeć przeciwną.

Lena zauważyła ich wchodzących do mieszkania, znała Karolinę z kółka dziennikarskiego, trochę zazdrościła jej tych długich, blond włosów, ale uwielbiała jej poczucie humoru. Podeszła się przywitać. Wpadły sobie w objęcia, jakby nie widziały się przez ostatnich dziesięć lat, Karolina pochwaliła sukienkę Leny o kolorze butelkowej zieleni i poszła włożyć do lodówki wino.

Artur i Lena zaczęli rozmawiać.

Przez pięć kolejnych miesięcy spędzali ze sobą mnóstwo czasu, rozmowy zdawały się ciągnąć bez końca. Uwielbiali te same seriale, słuchali podobnej muzyki, wymieniali się przeczytanymi książkami, wygłupiali się i odprowadzali do domów po maratonach filmowych, które urządzali kilka razy w tygodniu.

W końcu Artur zaprosił Lenę do kina. Ona się spóźniała, on czekał przed salą kinową. Kiedy nagle pojawiła się w zasięgu jego wzroku, poczuł dziwne uwieranie w dole żołądka. Miała na sobie tę samą, butelkowozieloną sukienkę, w której zobaczył ją po raz pierwszy. Lena odrobinę zakłopotana, spostrzegając inny niż dotychczas wzrok przyjaciela, zaczęła zastanawiać się, czy oznacza to, co podejrzewa. Tak bardzo go lubiła, tak często o nim myślała, tak zachłannie chciała, żeby patrzył na nią w taki właśnie sposób.

Tego wieczoru wpadające do pokoju Artura światło księżyca, oświetlało fragment podłogi, gdzie znajdowała się pewna butelkow0-zielona sukienka.

Trzy wspólne lata były dla nich niezwykle intensywne. Pomimo kłótni, które zdarzały się od czasu do czasu, snuli plany na przyszłość i cieszyli się z każdej chwili razem.

– Wiesz, często zastanawiam się jak to możliwe, że spotkaliśmy się wtedy na domówce, nie wiem jak moje życie wyglądałoby bez ciebie  – ona w odpowiedzi uśmiechnęła się, on objął wzrokiem jej dołeczki w policzkach, roześmiane oczy i starał się ze wszystkich sił zatrzymać ten obraz w swojej pamięci. Patrzyła na niego tak, jakby jego dotyk był wszystkim, czego potrzebowała do szczęścia. Mimo wszystko miał przeczucie, że nie jest mu pisana na zawsze.

Pewnego dnia Lena, wracając z uczelni, spotkała Marcina – kolegę z licealnej klasy. Marcin uczył się najlepiej w klasie, pewnie nazywano by go kujonem, gdyby nie fakt, że na jego wiedzy korzystali praktycznie wszyscy. Tłumaczył kolegom matematyczne zagwozdki, opowiadał o historycznych powstaniach ciekawiej niż niejeden nauczyciel. Po kilku minutach rozmowy zaprosił Lenę na kawę. Lena zgodziła się, w końcu tak dawno się nie widzieli. Spędzili w kawiarni trzy godziny, wspominając dawne czasy i zwierzając się sobie z planów na przyszłość. Ona po studiach chciała wyjechać do Berlina, doskonale znała język, marzyła o tym, żeby dostać się na staż w niemieckim czasopiśmie. Ojciec Marcina pracował w Berlinie, jeździł do niego kilka razy w roku.

Ostatni rok związku upływał pod znakiem obojętności.

Wyjścia do kawiarni z Marcinem stawały się coraz częstsze, Artur nie miał o niczym pojęcia. Czuł, że Lena się od niego oddala, ale nie wiedział dlaczego. Próbował z nią rozmawiać, wypytywał, czy stało się coś konkretnego, czy się czymś martwi, ona jednak zbywała go krótkim „wydaje ci się, wszystko jest w porządku”. Coraz częściej się kłócili. Lenie przeszkadzało, że Artur chce spędzać z nią tak dużo czasu, twierdziła, że ją osacza, potrzebowała więcej przestrzeni dla siebie. Ona wymykała mu się z rąk, a on nie wiedział co robić.

Kolejne miesiące mijały, nastała zima. Lena i Artur wybrali się do galerii handlowej na świąteczne zakupy. Po kilku godzinach krążenia po sklepach, w reklamówkach znajdowały się prezenty dla najbliższych obojga i kiedy świąteczne łowy zbliżały się ku końcowi, postanowili coś zjeść. Zamówili pizzę i wybrali stolik przy oknie. Nagle Artur rzekł do Leny, żeby się odwróciła, dwa stoliki dalej siedzi ich kolega z liceum – ten, który wygrywał wszystkie szkolne olimpiady, chodził z nią do klasy. Lena odwróciła się i ujrzała jego.

Był tam Marcin. Widziała się z nim w zeszłym tygodniu, piła karmelowe Latte w jej ulubionej kawiarni, rozmarzona patrzyła w jego oczy i śmiała się do rozpuku z ich słownych gierek.

Teraz siedział w pizzerii i zbliżał się do dziewczyny o blond włosach, jego dłoń na jej dłoni, na ramieniu, na twarzy, we włosach. To Karolina – te blond włosy Lena rozpoznałaby wszędzie. Wybuchnęła płaczem. Roztrzęsiona, zalała się łzami, nie potrafiła ich pohamować. Artur patrzył na nią skonsternowany i nie rozumiał, co się dzieje. Przytulił ją, dociekając, co się stało. Ona, szlochając, wyjawiła mu całą prawdę. O spotkaniach z Marcinem, o tym, że straciła kontrolę, że czuje do niego dużo więcej, niż powinna.

Parę miesięcy później Artur nadal jest załamany, wypełnia go przekonanie, że stracił miłość swojego życia, że już nigdy nie będzie kochał tak mocno. Chce wrócić do Leny, chce jej wybaczyć. Ona się na to nie godzi i robi mu tym największą przysługę w życiu. Chociaż Artur nie zdaje sobie jeszcze z tego sprawy, za jakiś czas zrozumie, że to było najlepsze, co mogło go spotkać. Że ona po prostu nie była dla niego. Że gdzieś, w sąsiednim mieście, w starej poniemieckiej kamienicy, w mieszkaniu z wysokimi sufitami – do egzaminu z logistyki uczy się właśnie dziewczyna, która odmieni jego życie. Przy której będzie mógł być sobą. Która może nie będzie miała tych słodkich dołeczków w policzkach, ale którą pokocha dojrzalej, bezpieczniej i bardziej romantycznie. Z którą będzie szczęśliwy, jak jeszcze nigdy dotąd…

Niektóre relacje po prostu muszą się rozpaść. Ludzie się do siebie przywiązują, spacerują razem przez długi czas, ale kiedy zaczynają sobie podstawiać nogi, przywiązanie staje się przekleństwem. W pewnym momencie trzeba zdać sobie z tego sprawę i przestać nieustannie sklejać ten sam, wadliwy organizm.
We Wszechświecie nie ma próżni. Prędzej czy później, w miejsce zakończonej relacji pojawi się nowa. A jak mawia Barney Stinson „I’ve got only one rule – new is always better”.

Jeden Komentarz

  • elf

    Zgadzam sie. Jezeli relacja od pewnego czasu jest wadliwa, to chociaz bysmy probowali gory przenosic nic nie da sie z tym zrobic. Nad relacja trzeba pracowac ale tylko wtedy jesli obydwie osoby tego chca. Samemu nic sie nie zdziala, a traci sie czas bo nieodpowiednia osoba zajmuje miejsce przy naszym boku komus, kto zdecydowanie bardziej do nas pasuje i kto zdecydowanie bardziej moze nas uszczesliwic. Oczywiscie wchodzac w relacje z kims nie do konca wiemy czy cos z tego bedzie , czy bedziemy para , czy zostaniemy ze soba na dluzej ( pobierzemy sie ). Ale zawsze warto miec oczy , a przede wszystkim glowe szeroko otwarta na to co sie dzieje dookola i byc czujna na roznego rodzaju sygnaly pozytywne i negatywne , ktore bliska osoba nam wysyla.
    Ja nazywam to metoda znakow.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *