Wstań i walcz! Czyli recepta na uporanie się z lenistwem

Categories Blog, Dobra samoocena, Wyróżnione
Jak nie być leniwym

Perspektywa jest niezbędna. W przeciwnym razie są tylko dwa wymiary. W przeciwnym razie żyjesz z twarzą przylepioną do ściany i wszytko jest jednym wielkim pierwszym planem samych detali, zbliżeń: pojedyncze włosy, faktura prześcieradła, cząsteczki twarzy. A twoja własna skóra przypomina mapę, diagram powierzchowności, poprzecinany mikroskopijnymi drogami prowadzącymi donikąd. W przeciwnym razie żyjesz w obrębie chwili.  Margaret Atwood „Opowieść podręcznej”

Gdybym miała opisać siebie kilkoma określeniami, które najlepiej definiują mój charakter, na pewno nie użyłabym słowa „zdyscyplinowana”. Jeśli nosiłabym indiańskie imię, brzmiałoby pewnie “ta, której zapał chwiejny jak słoma” albo “słoma wiatrem smagana”. Analizuję, obmyślam, wszystko dokładnie ustalam w głowie, aż na końcu zniechęcenie przejmuje nade mną władzę i z moich dalekosiężnych planów, konsekwentnie realizuję jedno wielkie nic.

Może wystarczy zacząć?

Myślę więcej, niż robię. Tak mi się zakorzenił ten styl działania, albo raczej braku działania, że trudność sprawia mi przejście przez sytuacje, w których więcej trzeba robić niż planować. Takie napisanie pracy magisterskiej. W przypadku mojego tematu wystarczyło wyjąć najważniejsze i najciekawsze informacje z kilkunastu książek czy artykułów, wypić kilkadziesiąt filiżanek kawy i przeprowadzić badanie używając gotowych kwestionariuszy. Nie jest to najtrudniejsza rzecz świata. Nie jest to nawet w połowie najtrudniejsza rzecz świata. Ani w ćwiartce. A dla mnie przebrnięcie przez to było totalnym koszmarem. Napisałam 20 stron, po czym utknęłam. Na kilka miesięcy. Nieprawdą jest więc, że wystarczy zacząć – zacząć potrafi każdy. Sztuką jest kontynuować i doprowadzić sprawy do ich sedna.

Ale mi się nie chce!

Patrząc na życie w kategoriach codziennych zmagań, podążając naprzód w rytmie pracy, obowiązków rodzinnych, domowych i społecznych, łatwo zapomnieć, że ostatecznie liczy się cały obrazek. Nie jego wycinek, nie ten jeden, konkretny dzień, który właśnie trwa – podczas którego nie chce ci się zwlec z łóżka, bo jest zimno, masz kaca, skończyły ci się płatki owsiane więc nie masz co zjeść na śniadanie, a w pracy czekają na ciebie obowiązki, które nie zawsze porównać można z pływaniem łodzią motorową po Morzu Adriatyckim.

Niekiedy warto więc zatracić się w chwili, która trwa. Kontemplować, podziwiać naturę, cieszyć się zapachem nowej książki, albo spędzić cały dzień w łóżku oglądając Seks w wielkim mieście. Ale idealnie jest, kiedy na drugi dzień wstajesz i znowu grasz w życie, robiąc rzeczy, które na końcu zsumowane ułożą się w obraz, jaki marzysz, żeby po sobie zostawić.

Bo w innym wypadku, pewnego razu obudzisz się i niespodziewanie stwierdzisz, że twoje życie wcale nie wygląda tak, jak miało wyglądać. Że przez zbyt wiele leniwych dni wcale nie jesteś tym, kim miałeś być.

Polecane wpisy:

1 thought on “Wstań i walcz! Czyli recepta na uporanie się z lenistwem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *