Złe oceny
Emocje,  Samoocena

Masz złe oceny w szkole? To nic, jeszcze będą z ciebie LUDZIE!

Nie znam się na geografii, a historię ogarniam dosyć pobieżnie. Nie wiem nic o rowach melioracyjnych. Położenie kontynentów poznałam dopiero w liceum. Miewam problemy z odpowiednim umiejscowieniem przecinków. Nie pamiętam zupełnie, o co chodzi w wiązaniach chemicznych. Nie potrafiłabym ponownie rozwiązać zadań maturalnych z matematyki. Nauczyciele z mojego liceum rzuciliby mi pogardliwe spojrzenie po takim wyznaniu. Bo według ogólnie przyjętych norm jestem ignorantką.

I jakie to ma znaczenie?

Zostaliśmy wychowani w schemacie oceniania. Od przedszkola dostaje się stopnie dostosowane do poziomu rozumienia dziecka. Na początku słoneczka i plusiki, później oceny w skali od 1 do 6. Od szkoły średniej usunięta jest jedynka, a szóstkę przyznaje się nielicznym.

Pamiętam jak dziś pierwszą lekcję biologii w czwartej klasie podstawówki i panią nauczycielkę, która grzmiała zza biurka, że niewiele z nas na koniec roku będzie miało ocenę wyższą od trójki. Pamiętam, jak bolał mnie brzuch z nerwów. Pamiętam, jak na lekcjach matematyki stresowałam się, rozwiązując zadanie przy tablicy. Cała klasa patrzyła. Skręcało mnie, że zrobię coś nie tak i uznają mnie za głupią.

Taki lęk zostaje. Kiedy przez całe lata boisz się powrotu rodzica z wywiadówki, kiedy dzieci, które gorzej się uczą od innych, są postrzegane jako te, które nic w życiu nie osiągną – to odciska piętno na naszej przyszłości, wpływa na wybory, jakie podejmujemy.

Przeżywasz życie, grając w grę ustaloną przez innych, według ich reguł. Boisz się negatywnej oceny, robisz więc wszystko tak, jak trzeba. Nie tak, jak chcesz. Nie poświęcasz cennych godzin swojego życia, żeby uczyć się więcej o epokach literackich, które kochasz, tylko ślęczysz nad matematyką, bo chcesz wyciągnąć 4 na koniec roku.

A niekiedy dobrze jest po prostu być „IGNORANTEM”

Racjonalnym ignorantem.

Teoria racjonalnej ignorancji zakłada, że ludzie specjalizują się w jednej dziedzinie, równocześnie mając wiedzę na poziomie średnio-zaawansowanym na jeden czy dwa tematy, którymi interesują się bardziej hobbystycznie. Nie zgłębiają pozostałych dziedzin wiedzy, tylko korzystają z usług specjalistów. W przypadku choroby udajemy się do lekarza, kiedy zepsuje się auto, oddajemy je do mechanika. Nie studiujemy medycyny, zawodowo zajmując się zupełnie czymś innym, tylko po to, by w razie choroby móc samodzielnie decydować o wdrożeniu odpowiedniego leczenia. Zdobywamy dodatkową wiedzę, w przypadku gdy uznajemy, że do czegoś nam się ona przyda.

Oczywiście są podstawy wiedzy o świecie i o ludziach, które trzeba znać. Znajomość historii własnego kraju; najważniejsze wydarzenia historyczne ze świata; anatomia człowieka; mechanizmy kierujące ludźmi; zasady, według których działa polityka – żeby funkcjonować w świecie, żeby świadomie wybierać władzę, żeby rozumieć własne ciało – w pewnych dziedzinach, powinniśmy być zorientowani.

Do tego właśnie służy szkoła

Pozwala nam zdobyć ogólną wiedzę, której wszyscy potrzebujemy.

Ale przede wszystkim szkoła pozwala lepiej poznać samego siebie. Dowiadujemy się, w czym jesteśmy dobrzy, co nas fascynuje, a jakich dziedzin wiedzy nie znosimy z całego serca.

Szkoda, że zwykle nauczyciele i rodzice nie patrzą na szkołę w ten sposób i cisną dzieci, żeby były lepsze i lepsze z przedmiotów, które zwyczajnie nie są dla nich. Bo przecież nie wszystko jest dla nas i wcale nie musi być. To nie czyni nas gorszymi ludźmi.

Najgorsze co można zrobić, to im uwierzyć. To wbić sobie do głowy, że jeśli z większości przedmiotów jest się zupełnie przeciętnym, a tylko jeden czy dwa sprawiają ci frajdę, to jesteś mniej wart i mniej w życiu osiągniesz. Nawet jeśli ze wszystkich jesteś zupełnie przeciętny. Widocznie nie znalazłeś jeszcze SWOJEJ dziedziny. Wtedy warto jej poszukać.

OCENY A REALNE ŻYCIE

Przecież dorosłe życie nie wygląda tak, jak szkoła, że rozdrabniasz swoją uwagę na 10 różnych specjalizacji i we wszystkich musi ci dobrze iść. W dorosłym życiu króluje racjonalna ignorancja. Pracujesz zwykle na jednym stanowisku, które ma określone zadanie, czasami powinieneś znać się jeszcze na dwóch innych dziedzinach i to wystarczy, możesz być wybitnym specjalistą w swoim fachu.

Historia pokazuje, że sukcesu nie odnoszą ludzie, którzy są dobrzy we WSZYSTKIM, ale ci, którzy potrafią w wyjątkowy sposób połączyć swoje umiejętności z kilku różnych obszarów, albo bardzo dobrze sobie radzą w jednym. Wynalazcy, pisarze, reżyserzy, lekarze, przedsiębiorcy. Rodzina Karola Darwina twierdziła, że przynosi im wstyd, bo jego inteligencja jest poniżej przeciętnej. Na Einsteina skarżyli się nauczyciele, bo za długo odpowiadał na pytania. Szkoła nie zawsze stawia na właściwych ludzi.

Nie ma żadnego znaczenia, czy wiesz, czym jest rów melioracyjny, jeśli nie chcesz być nauczycielem geografii. Nie musisz potrafić interpretować poezji, jeśli tego nie znosisz i nie rozumiesz.

Czy nie lepiej robić w życiu, to, co wychodzi nam najlepiej? Dokształcać się i rozwijać w dziedzinach, które są dla nas najciekawsze? Czy to nie uczyni mnie szczęśliwszą niż babranie się w całkach i funkcjach, kiedy nienawidzę ich z całego serca?

* O teorii racjonalnej ignorancji czytałam tu: https://stanislawwojtowicz.pl/

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *